Komu pomoże terapia konopiami? Czy leczenie medyczną marihuaną jest bezpieczne? O zaletach i możliwościach leczenia marihuaną mówi prof. nadzw. dr hab. n med. Małgorzata Łukowicz, specjalista w dziedzinie rehabilitacji, balneologii i medycyny fizykalnej.

W jaki sposób można dziś leczyć marihuaną w Polsce?

Prof. nadzw. dr hab. n med. Małgorzata Łukowicz: Obecnie, po zalegalizowaniu tej formy leczenia, możemy korzystać z jednej odmiany suszu, dość bogatej w THC, ale ubogiej w CBD. Wciąż jest też wiele firm, które ubiegają się o dostęp do rynku i rejestrację swoich produktów. Czekamy też na odmiany suszu o zrównoważonej zawartości THC i CBD oraz na bogate w CBD. Pacjenci na tę chwilę CBD pozyskują głównie z suplementów, a to nie to samo co właściwy susz.

Czym są THC i CBD?

M.Ł.: Konopie indyjskie zawierają ponad 500 różnych związków, między innymi fitokannabinoidy, przydatne w leczeniu klinicznym. Spośród nich dwa najbardziej znane to tetrahydrokannabinol (THC) – budzący najwięcej kontrowersji, ponieważ jest związkiem psychoaktywnym – i kannabidiol czyli CBD, który z kolei nie ma właściwości psychoaktywnych i de facto odwraca to, co robi THC. Jest po prostu jego słabym antagonistą.

Czy THC i CBD powinny się równoważyć podczas leczenia?

M.Ł.: Wszystko zależy od objawów choroby. Na przykład w przypadku pacjentów z bólami neuropatycznymi, neuropatią obwodową, nudnościami, AIDS czy podczas chemioterapii, czyli osób wyniszczonych terapiami, będzie potrzebna medyczna marihuana bogata w THC. W leczeniu dzieci sprawdzą się natomiast odmiany bogate w CBD przy małej zawartości THC. To samo w sytuacji pacjentów z lękiem czy cierpiących na chorobę Parkinsona. Z kolei pacjenci z bólem, stwardnieniem rozsianym czy chorobą zwyrodnieniową będą potrzebowali odmian zrównoważonych.

Jakie jeszcze zastosowanie ma marihuana lecznicza?

M.Ł.: Na pewno trzeba wspomnieć o szerokim spektrum chorób neurologicznych – chorobach Alzheimera czy Huntingtona, o urazie niedokrwienno-niedotleniowym czy stanach po udarach. Medyczna marihuana pomaga pacjentom z psychozami i depresją, ale również z chorobami zapalnymi – zapaleniem jelit czy chorobą Leśniowskiego-Crohna. Wskazaniem do stosowania marihuany medycznej mogą być także powikłania cukrzycowe, choroby układu krążenia czy stłuszczenie wątroby. W leczeniu tych schorzeń potrzebna jest duża zawartość CBD. Natomiast wysokie stężenie THC jest pomocne w terapii nadmiernego napięcia mięśniowego, czyli spastyczności, w krwawieniu z przewodu pokarmowego wywołanego niesteroidowymi lekami przeciwzapalnymi, a także w uzależnieniu od alkoholu i opioidów. Na tym jednak nie koniec – wskazań do leczenia jest mnóstwo.

Co ze skutkami ubocznymi i możliwym uzależnieniem – to prawda czy stereotyp?

M.Ł.: Konopie indyjskie to jedne z najbezpieczniejszych roślin stosowanych w leczeniu. Skutki uboczne opisywane w literaturze dotyczą głównie tzw. użytkowników rekreacyjnych, którzy palą susz od dealerów, z dużą zawartością THC, często zmieszany z tytoniem. Niejednokrotnie jest to THC pochodzenia syntetycznego w stężeniu nawet 80 do 1. My nigdy nie stosujemy do leczenia takich proporcji. Badania kliniczne nie wykazują żadnych poważnych skutków ubocznych stosowania leczenia konopiami. Kierujemy się tu tzw. indeksem terapeutycznym, w którym sprawdzamy stosunek dawki śmiertelnej do leczniczej. Proszę sobie wyobrazić, że kannabinoidy mają tu stosunek 1000 do 1, a powszechnie stosowane opioidy – przepisywane nawet na ból kręgosłupa – 70 do 1. Nie boimy się opioidów, a boimy się konopi, kompletnie bezpodstawnie. Po odstawieniu leczenia organizm wraca do stanu sprzed terapii maksymalnie po dwóch tygodniach.

Jaka metoda zażywania marihuany leczniczej jest właściwa?

M.Ł.: Zdecydowanie nie palenie, ale waporyzacja. Podczas palenia wytwarza się zbyt wysoka temperatura, dlatego ten proces jest szkodliwy dla dróg oddechowych. Waporyzacja polega na tym, że podgrzewamy susz do właściwej temperatury i inhalujemy się jego oparami. Wtedy nie ma dymu, a cała zawartość wydzielanej przez susz pary może być wdychana bez strat. Podczas palenia duża część dymu po prostu ulatuje wraz z substancjami aktywnymi.

Czy marihuana lecznicza jest w Polsce droga?

M.Ł.: Niestety tak. Po pierwsze bardzo drogie są olejki dystrybuowane przez różne firmy oczekujące wielkich zysków w krótkim czasie. Susz też nie jest tani. W zależności od apteki może on kosztować od 63 do nawet 71 zł za gram. Dla pacjentów z glejakiem czy w leczeniu paliatywnym 1 gram to właściwie dawka dzienna. Przy innych schorzeniach może być ona oczywiście znacznie mniejsza. Ubolewam, że to leczenie nie jest refundowane w Polsce, a na przykład w Czechach zacznie być już niebawem. W Niemczech też jest refundacja.

Gdzie na świecie mają najdłuższy staż w stosowaniu medycznej marihuany?

M.Ł.: W Izraelu używana jest już od 1997 roku. Mają tam nawet specjalizację medycyny konopnej i dysponują kilkudziesięcioma odmianami suszu z różnymi proporcjami THC do CBD, co daje możliwość korygowania terapii. Mogą dzięki temu podawać na przykład jeden rodzaj na dzień – pobudzający, drugi na noc – wyciszający. W Niemczech marihuana lecznicza jest stosowana od 10 lat, głównie w medycynie paliatywnej. We wspomnianych wyżej Czechach też leczy się konopiami od dekady. Długie doświadczenie mają również w Kanadzie. Opracowano tam nawet poradniki i zalecenia dla lekarzy rodzinnych. Najwięcej badań, wskazań i obserwacji jest jednak w USA. Tam w niektórych stanach dozwolone jest już przecież rekreacyjne stosowanie marihuany.

Co jest Pani zdaniem największą zaletą tej terapii?

M.Ł.: Przed wszystkim bezpieczeństwo. Dobierając odpowiednią odmianę medycznej marihuany, można ją dopasować do potrzeb pacjenta. Musimy też pamiętać o sprawie kluczowej – leczenie konopiami wpływa pozytywnie na nasz wewnętrzny układ endokannabinoidowy, regulujący wiele procesów w organizmie: neurologicznych, immunologicznych, hormonalnych. Tak naprawdę uzupełniamy tylko to, czego nam brakuje. Wszystko sprowadza się do odpowiednio dobranego suszu i proporcji. Dla mnie jest to całkowicie bezpieczna terapia.

Jak można rozpocząć tę terapię w Polsce?

M.Ł.: Trzeba trafić do lekarza orientującego się w leczeniu tą metodą. On wypisuje receptę, czyli tzw. RPW, na susz. Każdy lekarz ma dziś taką możliwość.