Choć jesteśmy powszechnie wychowywani w duchu monogamii, to warto wiedzieć, że nie jest to jedyny słuszny wzorzec relacji i nie pasuje on wszystkim bez wyjątku. Dziś wręcz coraz częściej próbujemy wdrożyć w życie niemonogamiczne modele, otwieramy związki czy swingujemy.

Ostatnio sporo czasu spędzam w apkach randkowych i zauważyłam, że założenie konta w niektórych z nich wiąże się z odpowiedzeniem sobie na wiele pytań dotyczących swoich preferencji, w tym co do typu związku, jakiego poszukujemy. Możemy też zdecydować, czy dać komuś polubienie nie tylko na podstawie zdjęcia, lecz także jego preferencji, zwłaszcza jeśli są zbieżne z naszymi. Przeglądając profile, coraz częściej natykam się na opisy, w których ludzie deklarują, że są w niemonogamicznych relacjach lub takich właśnie szukają. Chcę wierzyć, że to nie trend, a większa zmiana, która powoduje, że stajemy się bardziej otwarci, wsłuchujemy się w swoje potrzeby i nie wahamy ich spełniać.

Co to znaczy otwarty związek?

Monogamia to wybór, choć wydaje się na pierwszy rzut oka, że takiego wyboru nie ma. To wybór i umowa między ludźmi, którzy chcą być razem i ustalają, na jakich zasadach to zrobić. Rzecz w tym, że większość z nas, karmiona monogamicznymi scenariuszami – w domu, w szkole, przez kulturę – z założenia stara się tworzyć takie relacje, bo wydaje się, że tak wypada, bo uwewnętrzniamy pragnienia takiego właśnie modelu relacji i nie zastanawiamy się, czego byśmy tak naprawdę chcieli. Także poniekąd łatwiej jest kroczyć po utartej i dobrze znanej ścieżce monogamii. W dodatku powszechnie akceptowanej. I choć może rzadziej decydujemy się na ślub, tworzymy nieformalne związki, to jednak z założenia monogamiczne. Czym zatem wobec tego jest związek otwarty? To typ niemonogamicznej relacji, który opiera się na umowie, na zgodzie obu stron, że nie są ze sobą na wyłączność. Zwykle w umowach tych chodzi o to, że dopuszczalne są seksualne spotkania z innymi osobami, podczas gdy para tworzy oficjalny związek, często wspólnie mieszka itp. Teoretycznie znika pojęcie zdrady. Oczywiście w praktyce takie relacje różnie wyglądają, wszystko polega na indywidualnych ustaleniach. Od początku znajomości można umówić się na taki typ relacji, choć wciąż raczej bywa tak, że najpierw próbujemy żyć według monogamicznego wzorca, a dopiero potem otwieramy związek, być może tylko na jakiś czas. To popularna metoda, zwłaszcza kiedy ludzi czeka rozłąka, więc umawiają się, że w danym okresie rezygnują z monogamii.

Otwarty związek sposobem na problemy i nudę?

Bywa i tak, że ludzie upatrują w otwarciu związku możliwość rozwiązania związkowych problemów, zaspokojenia potrzeb, które w stałej relacji nie są zaspokajane. Niektórzy mówią też, że to sposób na nudę w związku. Wydaje się, że to nie najlepsza motywacja do otwierania związków. Ponieważ problemy związkowe najlepiej przepracować w parze, może udać się na terapię. Jeśli coś się nie układa, to wprowadzenie niemonogamiczności raczej – bo też nie można uogólniać – nie pomoże, a wręcz może zaszkodzić, doprowadzić do rozpadu relacji. Zwłaszcza jeśli to jedna strona chce „wolności”, a druga zgadza się na takie rozwiązanie z obawy przed zerwaniem. Rozluźnianie ram związku to pomysł, który częściej jednak się sprawdza w przypadku ludzi, którym się układa, którzy sobie ufają, otwarcie mówią o swoich potrzebach i nie boją się testować granic relacji, ciekawi są różnych nowych doświadczeń. Niektórzy otwierają związek i/lub swingują wspólnie, zapraszają do sypialni inne osoby albo tworzą poliamoryczne układy, gdzie zdecydowanie w grę wchodzą już uczucia.

Otwarty związek w praktyce

Według badań w Stanach Zjednoczonych w związkach niemonogamicznych żyje od 4 do 5% osób. Co do Polski nie mamy takich danych. Wśród moich znajomych są jednak osoby, zarówno heteroseksualne, jak i homoseksualne, które otwarcie mówią, że tworzyły lub tworzą takie relacje – i jak to w życiu bywa – z różnym skutkiem. Bo istnieją zarówno udane relacje otwarte, jak i nieszczęśliwe układy zamknięte. I na odwrót. Są więc pary, które nie wyobrażają sobie bez siebie życia a przy tym są szczere co do swoich potrzeb i tak dobrane oraz dogadane, że żyją od lat w otwartej relacji. Czasami nawet opowiadają sobie o swoich pozazwiązkowych przygodach. Inni wolą na ten temat nie rozmawiać, by nie wywoływać zazdrości, często z tego powodu, że druga osoba akurat nie ma pozazwiązkowej partnerki czy pozazwiązkowego partnera. Jeszcze inne osoby próbowały ratować swoje związki, rezygnując z monogamii, jednak okazało się, że to nie rozwiązywało rzeczywistych problemów, które stanowiło to, że na przykład ktoś w ogóle do stałego związku się nie nadawał. Byli i tacy, którzy rozluźnili granice relacji na jakiś czas, by potem ponownie je zamknąć, bo taki eksperyment im wystarczył czy wcale nie zadowolił ich tak jak oczekiwali. Bo warto też wspomnieć, że jeśli uczciwie przyznamy, że jesteśmy w niemonogamicznym związku i że nie szukamy nikogo na stałe, to niekoniecznie łatwo znajdziemy partnerkę czy partnera. Bo jedna sprawa to otworzenie związku, a druga możliwość korzystania z tego. Spotkałam się z tym, że to jednak dziewczyny częściej podchodzą nieufnie do mężczyzn deklarujących, że są w otwartych związkach – nie wierzą im, nie chcą być tą drugą, poszukują kogoś do monogamicznej relacji itp. Choć to oczywiście znów tylko pewien wycinek dostępnej mi rzeczywistości, a na pewno nie reguła.

Otwarty związek a zazdrość

Trzeba powiedzieć też o tym, że jako ludzie jesteśmy tak skonstruowani, że wprawdzie sami chcielibyśmy korzystać z możliwości, jakie daje otwarty związek, ale wolelibyśmy, aby partner czy partnerka nie korzystała z tej „wolności”. Jednak aby układ otwarty dobrze funkcjonował, musi być zwykle oparty na równych dla wszystkich zasadach. Inna sprawa, że nawet najbardziej otwarte i entuzjastycznie podchodzące co do luźniejszych relacji osoby będą miały zapewne z tyłu głowy jakiś strach przed rozpadem związku, ewentualną stratą ukochanego czy ukochanej. Naturalnie może pojawić się też zazdrość i warto się jej przyglądać, doszukiwać tego, co faktycznie jest jej przyczyną. Dla niektórych jednak taki układ otwarty może być też motorem, by nie tylko szukać szczęścia poza relacją, lecz także mocniej zadbać o partnera czy partnerkę, bardziej się starać o tę stałą więź. Warto przed otwarciem związku szczegółowo przedyskutować, co dla nas to otwarcie oznacza, jakie granice sobie stawiamy, o czym sobie mówimy, na jak długo otwieramy, co będzie sygnałem ostrzegawczym, by powrócić do monogamii itp.

Dobry związek, czyli jaki?

Bez wątpienia szczerość i otwartość, niezależnie od typu relacji, oraz omawianie na bieżąco problemów są kluczem do uniknięcia poważnych związkowych kryzysów. Nie ma idealnego typu relacji, ale możemy dążyć do niego. A tym ideałem powinien być szyty na miarę związek, taki na naszych własnych zasadach. Jak do tego dążyć? Najpierw należy zdać sobie sprawę z tego, czego my oczekujemy od relacji, drugiej osoby, jak i co sami możemy od siebie dać, co jest dla nas w związku akceptowalne. Następnie wypada omówić to z drugą stroną i znaleźć wspólnie taki model, taką formułę, która najbardziej odpowiada obu stronom. I pamiętać, że formuła może się wyczerpać, że zawsze można coś przeformułować, ale o związek trzeb dbać, stale być szczerą czy też szczerym, słuchać swoich odczuć i drugiej osoby – związek to praca na całe życie, jeśli ma być udany, dobry, ma zaspokajać nasze potrzeby. Tak więc w otwieraniu związku nie ma nic złego, dopóki robimy to rzeczywiście z własnej woli, nie naciskamy na drugą osobę czy sami nie jesteśmy pod presją, jak i mamy świadomość ewentualnych konsekwencji.