Chociaż wciąż cenimy bycie w związkach, to jednocześnie liczba rozstań rośnie. Obecnie coraz częściej wybieramy właśnie to rozwiązanie. Jeśli jednak zaangażowaliśmy się całym sercem w relację, to niezależnie od powodu zerwania i tego, kto wyszedł z jego inicjatywą, złamane serce boli. Jak to przetrwać?

Okazuje się, że złamane serce faktycznie może mieć wpływ na nasz organizm. Ból psychiczny może podziałać na nas niczym ból fizyczny, prowadzić do problemów z koncentracją, spadku nastroju, odporności. Zerwanie to nie tylko jednak objawy w ciele. Bywa ono porównywane do detoksu, wychodzenia z uzależnienia. I choć to trudne doświadczenia, obciążające ciało i głowę, to często jednak jest to najlepsze wyjście z sytuacji, lepsze niż tkwienie w nieudanej relacji tylko ze względu na przeszłość czy strach przed samotnością. Łącząc się w pary, oczywiście dążymy do ideału, by być razem do grobowej deski, lecz warto przy tym pamiętać, że rozstania są wpisane w bycie razem. Były, są i będą elementem miłości. I choć rozstanie, czy to z powodu wypalenia się uczucia, niedogadywania się, zdrady czy przemocy boli, choć targają nami sprzeczne emocje, żal i gniew, to jednak doświadczenia ludzi na całym świecie pokazują, że da się to wszystko przeżyć, wstać z kolan, otrzepać pył i iść dalej, często wręcz silniejszym czy silniejszą, z nowymi cennymi przeżyciami. Z wiedzą, jak budować kolejne relacje i jak zadbać w nich o swoje potrzeby. 

Jak przeżywamy rozstanie?

Najpierw jest szok i niedowierzanie, że to się stało, że tej drugiej osoby już nie ma obok nas, że nie wypada do niej dzwonić, kiedy tylko najdzie nas ochota, że życie się zmieniło. Że zamiast być we dwoje, jesteśmy sami. Później przychodzi faza zaprzeczania, próba odkręcenia wszystkiego, idealizowania byłego związku, rozmyślania o tym, co właściwie poszło nie tak, czy i jak można było tego uniknąć. Odsuwamy od siebie to, co było złe i płaczemy nad dobrymi chwilami. Niektórzy polecają, aby wtedy zrobić sumienny rachunek zysków i strat, przemyśleć to, co było dobre, a co złe – raz a porządnie i postarać się więcej na tym nie skupiać. Przyjąć do wiadomości, że to koniec i były ku temu powody. A przede wszystkim odciąć się na wszelkie sposoby od byłej partnerki czy byłego partnera. W tym czasie naturalnie kuszą nas media społecznościowe, by za ich pośrednictwem sprawdzić, co słychać u eks, jak sobie radzi, co robi, jak wygląda. Dzięki nim możemy łatwo potajemnie podglądać, karmić tęsknotę, marzyć o życiu razem. To jednak bardzo zgubne, ponieważ nie pozwala zapomnieć i wyleczyć z eks. Najlepszym więc sposobem jest jej czy jego zablokowanie – nie chodzi tu o ostentacyjne wyrzucanie ze znajomych, lecz o odobserwowanie po cichu, dla własnego dobra, aby nigdzie nie wyświetlała nam się aktywność byłego lub byłej. W tym czasie dobrze też posprzątać dosłownie w życiu, pozbyć się wszelkich pamiątek po związku a przynajmniej głęboko je schować, aby nie kusiły, by do nich wracać, przeglądać je i rozmyślać w nieskończoność o przeszłości. Mówi się – co z oczu, to z serca – i jest w tym wiele prawdy.

Kolejna faza wiąże się z targającą nami złością, przeklinaniem przeszłości, narzekaniem na eks, trochę też stawianiem siebie w roli ofiary. Warto te emocje wyrzucić z siebie, poszukać zaufanych i bliskich ludzi, którym możemy się wykrzyczeć, wypłakać, powygadywać, bo to jak z żałobą – przeżywamy stratę, mamy w sobie mnóstwo nieukojonego żalu i gniewu, czego lepiej nie tłumić a dać temu ujście. Wypada się z tym wszystkim zmierzyć, bo wtedy szybciej przejdziemy przez ten etap. Zepchnięcie bolesnych uczuć gdzieś w głąb siebie może się skończyć tak, że wrócą do nas i to ze zdwojoną siłą w najmniej oczekiwanym momencie. Naturalnie warto także zwrócić się po profesjonalną pomoc, bo nie zawsze sami poradzimy sobie z kryzysowym momentem, jakim jest rozstanie, i nie ma w tym nic złego. Lepiej szukać wsparcia, niż żyć przeszłością, boksować się codziennie z bólem złamanego serca, poczuciem braku sensu – a ono jak najbardziej ma prawo się pojawić, bo w naszym życiu wywróciło się wszystko do góry nogami. Nie podejmujemy już wspólnych czynności, być może tracimy poczucie bezpieczeństwa, żegnamy się z jakimiś wspólnie robionymi planami i nadziejami. Musimy nauczyć się żyć od nowa, na własną rękę, odnaleźć swoją autonomię. A w związku bywa zazwyczaj tak, że się zlewamy w jedno, uzależniamy od siebie i dlatego potem trudno sobie wyobrazić życie bez ukochanego czy ukochanej. Ale to mija – da się nauczyć żyć w pojedynkę.

Jak sobie poradzić po rozstaniu?

Kolejna faza po rozstaniu to właśnie ta, w której zaczynamy zajmować się sobą, zaczynamy się odnajdywać w nowej sytuacji, odkrywać siebie na nowo, dopuszczać do głosu swoje potrzeby, które czasem w związku bywają spychane gdzieś na boczny tor. Wreszcie robimy rzeczy tylko dla siebie, dbamy o swoje przyjemności. Mamy czas, by zadbać o siebie na wielu poziomach: pobyć bliżej sam na sam ze swoim ciałem, zająć się własnym hobby, nauczyć czegoś nowego, odwiedzić dawno niewidzianych znajomych. Słowem: odbudować to, co zaniedbaliśmy pochłonięci dbaniem o relację. To także moment odzyskiwania wiary w siebie, tego, że choć nam się nie udało z tym związkiem, to nie znaczy, że to nasza porażka i że już nic nas nie czeka, że nie będziemy więcej szczęśliwi. Starajmy się na tym etapie wyciągnąć lekcję na przyszłość. Zastanówmy się, czego właściwie od związku, od drugiego człowieka oczekujemy. Jak można się ułożyć z kimś lepiej niż poprzednio. Może być i tak, że odkryjemy, że wolimy życie w pojedynkę, że tak nam właśnie jest dobrze. Bez wątpienia zdarza się wręcz poczuć wdzięczność wobec sytuacji rozstania, do eks, że odszedł czy odeszła. Bowiem zajęcie się sobą po przepracowaniu trudnych emocji to najlepszy lek, to trampolina, by rozpocząć nowy etap, otworzyć się na kolejne znajomości czy po prostu poukładać sobie w życiu totalnie po swojemu. A jeśli dogadamy się sami ze sobą, docenimy siebie, zadbamy o siebie, polubimy, to będzie najlepszy kapitał, by być z kimś nowym bez uzależniania się i łączenia poczucia własnej wartości z byciem w związku lub nie. Bo to nas nie definiuje. Miłość we dwoje jest wspaniała, ale nie zastąpi miłości własnej, bez której trudno się funkcjonuje. 

Rozstanie a dzieci

Tym, co jest trudne w rozstaniach, to podzielenie się na nowo obowiązkami rodzicielskim, jeśli mamy dzieci. Przez nie całkowite zerwanie kontaktu z eks nie będzie możliwe. To raz. A dwa także one przeżywają sytuację rozstania, często potrzebują więcej uwagi, swoim zachowaniem wynikającym z trudnej dla nich sytuacji dokładają nam problemów. Wtedy ciężko myśleć o sobie, o leczeni złamanego serca. W takiej sytuacji tym bardziej przyda się wsparcie, udanie się do psychologa być może także z potomstwem. Choć może być i tak, że świadomość odpowiedzialności za dzieci pomoże szybciej się pozbierać i wyjść na prostą. Co ważne – nie można przerzucać na dzieci swoich dorosłych problemów, nastawiać przeciwko drugiemu rodzicowi, bo to może do nas wrócić rykoszetem. Dziecko też przeżywa niepokój, trudny okres, więc nie dokładajmy mu emocji, które są ponad jego siły, nawet jeśli ma już naście lat. Raczej pamiętajmy o tym, że mamy w takiej sytuacji dla kogo żyć i prośmy o wyrozumiałość ze względu na nasz słabszy stan.

Jak żyć po rozstaniu?

Warto dać sobie czas po rozstaniu, bo ten faktycznie leczy rany. Najpierw uwolnić z siebie te wszystkie różnorodne emocje, dać odejść eks i sobie samemu czy samej, tej osobie, którą byliśmy w danej relacji. Zostawić to, co dobre w pamięci, i odnaleźć się w nowej sytuacji. Przejść kwarantannę, która pozwoli skupić się na sobie, rozpieścić się, posłuchać siebie i swoich potrzeb, zrozumieć na spokojnie wszystko, co zaszło. Lepiej nie wchodzić za szybko w nowy związek zanim nie będziemy poukładani sami ze sobą po rozstaniu, zanim nie zaleczymy ran. Jak długo to będzie trwało? Cóż, to indywidualny proces, więc nie ma jednego terminu dla wszystkich. Pewne jest, że niektórych rzeczy nie da się przyspieszyć, że lepiej nie wywierać na sobie presji, nie pomijać żadnego etapu żałoby po relacji, aby skutecznie udało się zagoić wszystkie rany.