Małe dzieci – mały kłopot, duże dzieci – duży kłopot? Niekoniecznie. Kluczem do skutecznej komunikacji jest świadome budowanie więzi i postawienie na dialog, czy to z maluchami, czy nastolatkami. Istotne jest słuchanie a nie jednostronne nakazywanie. Sprawdzamy, w czym jeszcze tkwi sekret międzypokoleniowego porozumienia.

Komunikacja z dzieckiem od najmłodszych lat jest szalenie ważna, ponieważ pomaga zbudować głęboką i trwałą więź, wzmacnia w maluchu wiarę w siebie, jak i poczucie, że jest ważny. Oczywiście stworzenie takiej więzi to nie wszystko – wypada pielęgnować ją przez całe życie. Czasami może być jednak trudno – maluch nie będzie nas rozumiał, nastolatek może się buntować i zamykać w sobie. Jednak są strategie, które pomagają rodzicom w kryzysowych momentach. Ważne, by pamiętać, że liczy się nie tylko to, co mówimy, lecz także jak – w trudnych chwilach lepiej nie ciągnąć tematu na gorąco, a poczekać aż emocje opadną i omówić wszystko na chłodno. Czasami oczywiście wolimy przejść do porządku dziennego, gdy się uspokoimy, ale przecież problem, którego nie rozwiążemy, prędzej czy później do nas wróci. Kolejna kwestia jest taka, że dziecko nie tylko słyszy, co mówimy do niego czy do innych, lecz także obserwuje nasze zachowania. Te wzorce też mają ogromny wpływ na nasze porozumienie i to, czy dziecko będzie z nami współpracowało, spełniało nasze prośby, wierzyło nam. Rozmowa z potomkiem często wymaga od nas zrewidowania naszych wzorców komunikacyjnych, poprawy czegoś czy zmiany podejścia, bo inaczej rozmawia się z dorosłym, a inaczej z małą istotą, która dopiero poznaje złożoność świata. Pewne jest, że niezależnie od tego, z kim rozmawiamy, naszemu rozmówcy czy rozmówczyni należy się uważność, szacunek, zrozumienie. Kiedy słuchamy dziecka, poświęcamy mu uwagę, dopytujemy o szczegóły, to uczy się ono sztuki komunikacji. A ta, oparta na słuchaniu, proszeniu czy odmawianiu zgodnie ze swoimi potrzebami, wpływa istotnie na jakość życia.

Jak rozmawiać z dzieckiem?

Nie ma co ukrywać – często do rozmów z dzieckiem potrzeba wiele cierpliwości, ale ta się opłaca. Czasem nawet trzeba odnaleźć w sobie to, co tracimy w procesie społecznej socjalizacji, czyli dziecięcą bezpośredniość. Kolejna sprawa – zwłaszcza małym dzieciom trudno przez dłuższy czas skoncentrować uwagę na długich monologach rodziców i wszystko pojąć. Dlatego liczy się, byśmy w miarę możliwości mówili krótko, jasno i konkretnie, o co nam chodzi, czego od dziecka chcemy, a co dotyczy sytuacji tu i teraz. Jeśli chwalimy, nie mówmy, że dziecko jest grzeczną dziewczynką czy dobrym chłopcem, ale że szybko i ładnie ułożyło zabawki. Liczy się też przyczynowo-skutkowość. I nie chodzi tu o zastraszanie, że jak nie zrobisz tego czy tamtego, to nie dostaniesz deseru. Raczej o mówienie, dlaczego coś należy zrobić, jakie to będzie miało konsekwencje, których dziecko może nie być w stanie na swoim etapie rozwoju jeszcze sobie wyobrazić, jak i pokazywanie pozytywnych stron. Niestety, zwłaszcza w sytuacjach stresowych rodzice koncentrują się na wydawaniu poleceń, często niekonkretnych, co wiąże się z tym, że dziecko ich nie wykonuje, bo nie wie po co. Nie rozumie też, dlaczego mama czy tata się złości. I jeśli już nawet robi coś, to ze strachu, a nie dlatego, że zależy mu na rodzicu i dobrych stosunkach. Albo nie robi, buntuje się w takiej nerwowej sytuacji. Nam z kolei wydaje się, że dziecko jest za małe, by zrozumieć nasze potrzeby i uczucia stojące za danym poleceniem, jednak trzeba je komunikować. Podobnie, gdy chcemy zapytać dziecko, co u niego słychać, co się działo w przedszkolu i szkole. Nie powinno to być jednostronne rodzicielskie przepytywanie, bo tak wypada i to jeszcze przy okazji robienia jakichś pilnych rzeczy. Powinna to być rozmowa, podczas której koncentrujemy się na temacie i dziecku, aktywnie słuchamy, ale też opowiadamy o swoim dniu, wpuszczamy do swojego świata, mówimy o naszych sukcesach i porażkach, emocjach – oczywiście nie chodzi tu o przelewanie problemów na dziecko, ale stworzenie partnerskiej relacji, okazanie autentycznego zainteresowania i pokazanie, że dziecko też ma prawo pytać o nasze życie. W ten sposób dajemy dobre komunikacyjne wzorce. Zdarza się jednak, że lekceważymy dziecko, odpowiadamy coś na odczepnego, zapominamy wrócić do tematu, jeśli w danym momencie nie mieliśmy na rozmowę czasu. W takim wypadku nic dziwnego, że i ono nie będzie siedziało i patrzyło w nas jak w obrazek, kiedy mówimy do niego, jeśli samo nie jest dobrze traktowane.

Ciekawym rozwiązaniem jest porozumienie bez przemocy oparte na uczuciach i potrzebach. Zamiast wiecznie wydawać polecenia, skupiać się na czynnościach do wykonania lepiej postawić na negocjacje, dopuścić do głosu emocje dziecka, jego potrzeby, a swoje rzeczowo i zrozumiale argumentować. Często jednak wolimy z góry zadecydować za dziecko, bo tak będzie szybciej, podsunąć mu gotowe rozwiązanie, bo uważamy, że wiemy lepiej. Pamiętajmy, że to nasza perspektywa, a dziecko to odrębny byt, który powinien uczyć się kształtować swoje zdanie, słuchać swoich odczuć a nie je tłumić. Kiedy tylko możemy, pytajmy dziecko, jak się czuje w danej sytuacji, co mu się podoba a co nie. Częste jest też bagatelizowanie problemów dziecka, które dla niego są dużym przeżyciem, a nam wydają się błahe. Kiedy pociecha mówi, że ktoś mu dokucza czy że rówieśnicy go nie lubią, wcale nie oczekuje od nas złotej rady typu: zmień kolegów, nie baw się z tym, kto dokucza. Dziecko też potrzebuje się wygadać, doświadcza trudnych uczuć i powinniśmy mu pomóc się z nimi uporać, wspólnie dojść do najlepszego wyjścia z sytuacji. W ten sposób znowu uczymy wzajemnego słuchania się i rozumienia.

Ważne jest też robienie rzeczy razem, bycie blisko na co dzień, co sprzyja różnym rozmowom, otwieraniu się dziecka, zwłaszcza kiedy pokażemy mu, że o pozytywnych i negatywnych przeżyciach czy marzeniach można z nami swobodnie pomówić, a my tego nie ocenimy, lecz uważnie wysłuchamy oraz podzielimy się swoimi doświadczeniami. Kiedy nauczymy się komunikować szczerze w pozytywnych sytuacjach, łatwiej nam będzie w tych konfliktowych.  

Jak rozmawiać z nastolatkiem?

Nawet najlepiej dogadujący się ze swoim dzieckiem rodzice mogą zauważyć trudności komunikacyjne w momencie jego dojrzewania. Kształtowanie się niezależności, indywidualnej tożsamości, burza hormonów, zmiany w ciele to wszystko bywa przeciążeniem dla nastoletnich dzieciaków. Potrafią stać się wtedy zamknięte w sobie lub agresywne. Niekoniecznie jest to wyraz wrogości wobec rodziców a trudności wewnętrznych. Ciągłe strofowanie, krytykowanie i nakładanie kar nie jest najlepszą metodą, bo może sprawić, że dziecko poczuje się nierozumiane, osamotnione i faktycznie zobaczy w opiekunach wrogów. Choć bywa to trudne, to najlepszym, co można zrobić, jest zachowanie spokoju. Sprawdzą się też metody, które warto stosować od małego: okazywać szacunek, traktować po partnersku, nie bagatelizować problemów. Zwłaszcza kiedy wcześniej udało się stworzyć głęboką więź, to i w tym trudnym okresie powinna ona procentować. Wypada więc uzbroić się w cierpliwość, uważnie słuchać dziecka, jeśli tylko chce mówić lub dać mu przyzwolenie na milczenie, nie przepytywać. Wciąż cennym sposobem będzie mówienie o sobie i swoich uczuciach, wpuszczanie do swojego świata i autentyczna chęć, by być choć jedną nogą w świecie nastoletniego dziecka, by lepiej je zrozumieć, znaleźć wspólne aktywności. Czasem wypada trochę na wyrost potraktować nastolatka czy nastolatkę jak dorosłą osobę, by wzmocnić jego kruche ego, podnieć samoocenę i wspólnie wynieść wzajemną relację na dojrzały poziom. Czasem też wystarczy po prostu być obok, być otwartą czy otwartym na dialog, dawać poczucie, że dziecko ze wszystkim może do nas przyjść, że nie ma między nami tematów tabu. A jeśli musimy przeprowadzić poważną rozmowę, skrytykować, zróbmy to w nieformalnych warunkach, niekoniecznie sadzajmy przy stole jak na przesłuchaniu, krytykujmy konstruktywnie, wspólnie szukajmy rozwiązań i mówmy nie tylko o wadach, lecz także o zaletach, postarajmy się o bardziej obiektywną, całościową ocenę.

Jak rozmawiać z dziećmi o seksie?

Kolejnym sprawdzianem komunikacyjnym mogą być tematy uchodzące za swego rodzaju tabu w społeczeństwie, np. seks czy śmierć. Często czujemy się w obowiązku w pewnym wieku podjąć rozmowę o nich a wtedy i my, i dzieci jesteśmy skrępowani. Możemy mieć jak najbardziej trudności, w końcu nie posiadamy nielimitowanej wiedzy i kompetencji w każdym zakresie. Jeśli zaś chodzi o seksualność, to zapewne nam samym niewiele na ten temat mówili rodzice a w szkole nie mieliśmy rzetelnej seksedukacji. W Polsce wciąż jej nie ma, dlatego to na nas spoczywa obowiązek informowania dzieci, zwłaszcza jeśli nie chcemy, by zaczęły zdobywać niesprawdzoną wiedzę o cielesności i seksualności od kolegów i koleżanek lub z sieci. Oczywiście wypadałoby sobie najpierw poukładać w głowie własne przekonania i informacje na ten temat. Można się przygotować, sięgając po odpowiednie lektury. Np. po książkę seksuolożki Izabeli Jąderek „Seksolatki. Jak rozmawiać z młodzieżą o seksie”. Do rozmów z maluchami przygotują nas takie pozycje jak „Zwykła książka o tym, skąd się biorą dzieci” Alicji Długołęckiej czy „Odpowiedz mi! Dzieci pytają o intymne sprawy” Kathariny von der Gathen. Co istotne – pamiętajmy, że seksualność to coś naturalnego, więc i zainteresowanie nią jest wpisane w nasze życie i można o niej rozmawiać od najmłodszych lat, oczywiście dostosowując przekaz do wieku. Czyniąc ten temat codziennym, unikniemy krępujących sytuacji jak pierwsza poważna rozmowa o seksie z nastolatkiem. Dlatego też nie zbywajmy małych dzieci, kiedy pytają o sprawy związane z intymnością, mówiąc, że to jeszcze nie czas na takie tematy. To tylko pobudza ciekawość i popycha do szukania odpowiedzi na własną rękę z niepewnych źródeł, jak i sprawia, że temat staje się tabu, a dzieci czują, że lepiej nie podejmować go z dorosłymi, którzy na dodatek nie traktują ich poważnie. Kiedy dziecko nie wstydzi się seksu, prędzej powie nam o niepokojących sytuacjach, będzie umiało wyznaczać swoje granice i mówić „nie”, a w przyszłości poruszy bez skrępowania z partnerem lub partnerką seksualne kwestie jak np. antykoncepcja czy sekspreferencje.

Jak zbudować zaufanie na całe życie?

Tworzona od najmłodszych lat więź oparta na szczerości i wzajemnej uważności sprawia, że dziecko niezależnie od wieku nie będzie miało problemu, by z nami rozmawiać na każdy temat, słuchać nas i opowiadać nam o swoich wzlotach czy upadkach, w każdej sytuacji będzie miało świadomość, że ma w nas oparcie, ale też będzie gotowe dać je nam w razie potrzeby. Bo wszyscy jesteśmy ludźmi i wszyscy chcemy być wysłuchani. Pamiętajmy, że od dzieci możemy się wiele nauczyć. Autentyczność, bezpośredniość – to tylko niektóre cechy, które tracimy lub tłumimy w procesie socjalizacji, kiedy coraz bardziej ograniczają nas konwenanse. Rozwojowe są też konflikty, momenty, kiedy się nie dogadujemy, jeśli tylko zechcemy je wykorzystać. Nie traktujmy ich jako porażek wychowawczych, a jako szansy. Nie musimy też wszystkiego wiedzieć i mieć na wszystko recepty. Nie za to staje się dla dziecka autorytetem czy dostaje odznakę super mamy lub super taty. Raczej szczerość, odwaga do pokazania miękkiego podbrzusza, mówienie o swoich emocjach, złych i dobrych, sprawia, że dzieci nam ufają, czują, że mają w nas bezpieczną przystań, gdzie można powiedzieć o wszystkim. Co jeszcze ważne, warto być przede wszystkim dobrym rodzicem dla samego siebie, nie oceniać siebie surowo, spojrzeć na siebie łaskawszym okiem – wtedy będziemy mogli stać się wystarczająco dobrymi rodzicami dla swoich dzieci i zrozumiemy, że nie zawsze muszą się one zgadzać z nami w 100%.