Iść przez życie można na różne sposoby, ważne, by robić to w dobrych butach. Jakie obuwie nie służy naszemu zdrowiu? Odpowiada ortopeda dr n. med. Cezary Michalak z Enel-Med.

 

Sandały na koturnie - Mają grubą podeszwę kilkucentymetrowej grubości, która nie może zginać się przy chodzeniu. Przy takiej konstrukcji buta i podeszwy, mocowanej do stopy przy pomocy paru wąskich paseczków, stabilność stopy jest żadna. Konsekwencje noszenia takiego obuwia to: nieprawidłowy chód, przeciążenia i nierzadkie urazy. Wystarczy, schodząc z krawężnika stanąć krzywo na nierównym podłożu. Łatwo doznać urazu skrętnego stopy. Widziałem złamania piątej kości śródstopia tak przemieszczone, że wymagające operacji. W moim odczuciu nie doszłoby do tego, gdyby pacjentka nosiła inne stabilne obuwie.

Baleriny - Składają się z materiałowej części górnej i bardzo cienkiej podeszwy. Nie stabilizują stopy i z reguły nie dają wystarczającej ochrony przed stawaniem na nierównym podłożu. Przez taką podeszwę wyczuwalny jest każdy kamyczek. W obu powyższych przypadkach można zapomnieć o włożeniu wkładki.

Buty typu emu - W Internecie można obejrzeć, jak koślawo ustawia się stopa podczas chodzenia w takim obuwiu. Czy te buty mają jakieś zalety? Podobnie jak gruba skarpeta są ciepłe. Wydaje mi się, że są odpowiednie do siedzenia na tarasie, chyba do niczego innego. Nie są wskazane ze względu na ich niestabilność oraz brak możliwości dopasowania do nich wkładki. Co więcej, przy istniejącej deformacji stopy będą ją nasilać.

Walonki - To rodzaj obuwia zrobiony z filcu. Są bardzo nieforemne, niezgrabne i wydają się stanowić wkład od tzw. gumofilca. Podobno na Syberii sprawdzają się znakomicie. W Polsce klimat jest jednak całkiem inny, dlatego moim zdaniem nie warto tego obuwia propagować ani stosować, mimo niewątpliwej jego oryginalności.