Spoiler alert: nie istnieje jeden schemat. Gra wstępna to dość indywidualna sprawa. A scenariuszy jest tyle, ile jest w stanie wyprodukować nasza wyobraźnia!

Skoro jesteśmy przy filmowej nomenklaturze, to zacznijmy od tego, co widzimy na ekranie, w serialach i kinowych produkcjach. Wciąż dominuje jeden model, czytaj szybka akcja, gdzie gra wstępna zajmuje chwilę, jest sposobem na nawilżenie pochwy, a najważniejsze jest pokazanie momentu szczytowania i to wspólnego – co z fizjologicznego punktu widzenia jest trudne do zrealizowania w prawdziwym życiu. Oczywiście dzieła filmowe rządzą się swoimi prawami, konieczne są pewne skróty, ale jednak przekazy z popkultury mocno wpływają na nasze wyobrażenia o seksie i to, co robimy w sypialni.

Czym jest gra wstępna?

Tymczasem gra wstępna nie jest jednowymiarowa. To świetne pole do popisu, to sposób na to, by urozmaicić życie seksualne, a przede wszystkim, aby chodzenie do łóżka miało w ogóle miejsce.

Z mojego punktu widzenia trudno jest więc jednoznacznie zdefiniować grę wstępną, bo uważam, że każda osoba powinna sobie sama zgodnie ze swoimi preferencjami odpowiedzieć na pytanie, co za grę wstępną uważa, czego potrzebuje na rozgrzewkę. Dla każdej osoby może to być coś trochę innego. Co więcej, definicja gry wstępnej mocno wiąże się z tym, co uznajemy za seks. Bo seks to nie tylko penetracja waginalna. To także różnego rodzaju pieszczoty, przytulanie. To wszystko może wystarczyć do osiągnięcia seksualnej satysfakcji. To wszystko urozmaica nasze życie seksualne. Niektórzy jednak uznają, że wszystko, co nie jest seksem penetracyjnym, uchodzi za grę wstępną. Jednak gra wstępna – bardzo uogólniając – to coś więcej, to swego rodzaju przygotowanie, nastrojenie się na seks, które powinno zacząć się dużo wcześniej niż tuż przed samym stosunkiem.

Jak powinna wyglądać gra wstępna

Seks nie robi się sam. Czasem oczywiście wystarczy jeden gest, jedno spojrzenie, bo seksualne zachowania to bardzo indywidualna sprawa. Ale zwykle największe pożądanie towarzyszy nam na początku związku czy romansu, kiedy nasz seksualny apetyt wspierają hormony. Kiedy jednak zaczyna nas przytłaczać proza życia, to zwykle również i seks schodzi na dalszy plan. I trudno z automatu się za niego zabrać, jeśli na co dzień się nie dotykamy, nie przytulamy, nie rozmawiamy na ten temat. Nawet kiedy mowa o romansie, to przecież niekoniecznie za każdym razem jest tak, że uprawiamy seks od progu, przecież jeśli widujemy się co kilka dni, to znowu trzeba się ze sobą oswoić. Choć akurat z romansami jest tak, że rozpalają nasz umysł, pobudzają do snucia fantazji i planowania randek i to nas nastraja na seks. Warto więc zwłaszcza w dłuższych relacjach skorzystać z romansowych skryptów. I pamiętać o czułych gestach, o pielęgnowaniu bliskości. My niestety wolimy dotykać naszych smartfonów niż partnerki czy partnera, myślimy, że dotyk jest wyłącznie pierwszym krokiem do seksu, że wystarczy pogłaskać i można przejść „do rzeczy”. Otóż nie. Mamy różne rodzaje dotyku i warto je wykorzystywać, bo nie dość, że takie „głaski” przekazywane sobie przez bliskie osoby dobrze wpływają na samopoczucie, to pozwalają także utrzymać wspomnianą bliskość. Ale to jeszcze nie wszystko. Bo uważam, że na seks warto się umawiać, wpisywać go sobie do kalendarza, by danego dnia od rana myśleć o seksie, szykować się do niego, planować, jaką bieliznę założyć, snuć scenariusze, flirtować przy śniadaniu, wysyłać sobie pikantne wiadomości czy może jakieś zdjęcia w ciągu dnia i w końcu spotkać się wieczorem. Może najpierw zacząć od kolacji czy wspólnej kąpieli – niekoniecznie w płatkach róż i przy świecach, bo choć anturaż jest ważny, to zdecydowanie ważniejsze jest to, co między nami, poświęcenie sobie uwagi, zadbanie o wspólną przyjemność. Stopniowo zbliżać się do siebie. Pogadać o tym, co chcemy robić. Co dla nas wydaje się tym razem szczególnie podniecające. Seks waginalny? A może tylko seria klapsów?

Więc istotne jest napięcie, które budujemy jakiś czas przed seksualnym spotkaniem – kilka godziny czy cały dzień. Dopiero potem jest rozgrzewanie ciała. Najpierw trzeba jednak rozgrzać mózg, który odpowiedzialny jest za ochotę na seks i odczuwanie rozkoszy. Trudno więc biorąc to wszystko pod uwagę wyznaczyć granice gry wstępnej, powiedzieć, kiedy się ona zaczyna. Jednak można zaryzykować stwierdzenie, że im wcześniej się zacznie, tym lepiej.

Jak urozmaicić grę wstępną

Kiedy nasz czas nie jest ściśle ograniczony, to wydaje się, że gra wstępna będzie bardziej rozbudowana i wyszukana. I z jednej strony warto puścić wodze fantazji, a z drugiej też nie róbmy niczego na siłę, wykorzystajmy sprawdzony repertuar. Ważne, żeby się przede wszystkim na ten seks nastroić. I właśnie wspomniane wpisanie seksu do kalendarza jest jakimś sposobem na to, żeby seks się wydarzał i żeby nasze myśli odpowiednio wcześnie zaczynały wokół niego krążyć. Choć wydaje się to jakimś nudnym zabiegiem, to naprawdę działa i sprawdza się szczególnie u ludzi, którzy mają napięte grafiki. Z kalendarzem w dłoni można jednak też zaplanować na przykład wyjazd za miasto, do hotelu. Żeby zmienić warunki, dać sobie przestrzeń wyłącznie na bycie sam na sam z partnerką czy partnerem. W nowych dekoracjach zdecydowanie łatwiej puścić wodze fantazji, udać nieznajomych, którzy się uwodzą cały weekend, by ostatecznie wylądować w łóżku. Można też wejść w jakiekolwiek inne role, inspirując się słowem gra. Dobrą opcją bez wyjeżdżania jest też zorganizowanie sesji z afrodyzjakami – najpierw lista zakupów, potem wspólne wybieranie produktów w sklepie, ich przyrządzanie, by na koniec wspólnie się nimi karmić, skupić na doznaniach wzrokowych, węchowych i smakowych.

Gra na własnych zasadach

Podstawą do satysfakcjonującego seksu, a co idzie też do gry wstępnej, będącej jego praktycznie integralną częścią, jest zadanie sobie pytania, czego ja potrzebuję, żeby mieć ochotę na seks. I porozmawiać o tym szczerze z partnerką lub partnerem. Pamiętajmy, że każdy lubi co innego i trzeba spotkać się gdzieś pośrodku, razem znaleźć najbardziej odpowiadający nam scenariusz gry wstępnej.

A stymulacja, by pojawiło się nawilżenie to jedno i niesprawiedliwe jest sprowadzanie gry wstępnej tylko do tego. Zwłaszcza że obecnie na rynku obecne są lubrykanty, które pomagają w razie kłopotów z naturalnym nawilżeniem. Ważniejsze jest nasze nastawienie, rzeczywista ochota na zbliżenie. I warto pamiętać, że nawet mimo pojawienia się lubrykacji, wcale nie musimy być chętne na seks, jeśli mowa o kobietach, czy mimo erekcji, gdy mowa o mężczyznach. Seks zaczyna się w głowie, a żeby był udany, wypada zintegrować głowę z ciałem. A to wymaga trochę pracy, inwencji twórczej, ale jakże przyjemnej. Niektórzy nawet uważają, że ta cała gra wstępna, to tak zwane chodzenie do łóżka, jest o wiele ciekawsze i bardziej wciągające niż sam seks. Ale o tym zdecydujcie już sami.