Z ankiet wynika, że wychodząc z pandemii koronawirusa Polacy boją się przede wszystkim kryzysu finansowego i konfliktów z bliskimi. Psycholog Katarzyna Markowska z enel-med radzi, jak zadbać o relacje z rodziną. - Podczas kwarantanny i pracy zdalnej ważne jest, żeby dać drugiej osobie potrzebną jej przestrzeń. Nie zaglądać przez ramię, nie pytać co chwilę: co robisz, jak robisz, po co? Nie komentować, nie deprecjonować, nie umniejszać. Okazywać troskę w drobnych gestach: zaproponować zrobienie herbaty, podzielenie się obowiązkami domowymi i zamknąć drzwi, gdy się rozmawia przez telefon.

Podczas pandemii koronawirusa nasze życie uległo wielu zmianom. O tym, jak poradzić sobie w relacjach z najlbliższym otoczeniem w nowej rzeczywistości rozmawiamy z psycholog Katarzyną Markowską.

Redadakcja enel-zdrowie: Czy psychologicznego punktu widzenia najgorsze już za nami?

Psycholog Katarzyna Markowska - Media rzeczywiście mówią, że to co najgorsze minęło, ale nie jestem przekonana. Gdy rozmawiam z ludźmi, odnoszę wrażenie, że wielu z nich nie do końca mają świadomość jak wygląda zagrożenie związane z koronawirusem. Nieco upraszczając: ludzie wyobrażają sobie, że skoro zaraza sama przyszła, to sama pójdzie. Czytali lub widzieli na filmach jak wyglądała pandemia w Europie na początku XX wieku i wcześniej, ale patrzą za okno i niczego takiego nie widzą. To zagrożenie jest trochę rozmyte, jest gdzieś tam i dotyczy kogoś tam. Poczucie zagrożenia związane z możliwym zakażeniem będzie nadal nam towarzyszyło w taki sposób, przynajmniej przez pewien czas. Doświadczymy okresów zwiększonego zagrożenia i mniejszego, ale one będą i lęk wśród ludzi też będzie trwał. Teraz jesteśmy w momencie, w którym lęk nieco osłabł, przemieścił do głębszych warstw naszej egzystencji. Podchodzimy do tego na zasadzie, że gdzieś ta zaraza jest, ale nas konkretnie nie dotyczy. Przewlekły niepokój/lęk nie jest dobry, bo usypia naszą czujność i pożera zasoby zaradcze.

Lęk przed koronawirusem

E-Z: Takie bagatelizowanie koronawirusa jest dobrym sposobem na poradzenie sobie z lękiem?

K.M. - Z punktu widzenia radzenia sobie z lękiem i jego negatywnymi konsekwencjami na nas, odpowiedź brzmi - tak, ale przyczyna nie została wyeliminowana. Należy spodziewać się, że któregoś dnia dopadnie jak nie nas, lub kogoś innego. Bagatelizujemy zagrożenie, bo zaczęliśmy się przyzwyczajać. Oswajamy się z nową rzeczywistością, życia w zagrożeniu. Odkąd pojawił się koronawirus, ludzie uruchamiali różne strategie radzenia sobie z lękiem. Bagatelizowanie jest jedną z nich. „Na pewno nic się nie wydarzy. To jest daleko ode mnie, dotyczy innych. Nie znam przecież nikogo, kto zachorował”. W ten sposób uspokajamy się wewnętrznie, żeby wrócić do normalności sprzed.

E-Z: Jakie jeszcze były nasze strategie?

K.M: - Zacznijmy od tego, że nie ma strategii lepszych i gorszych. Każda ma celu poprawę naszego funkcjonowania, ale kosztem czegoś. Wiele czynników wpływa na to, jaką strategię uruchamiamy: predyspozycje osobiste, temperament, wiedza –zasoby poznawcze, sposób funkcjonowania, krytyczne myślenie, wnioskowanie, umiejętność odkodowywania różnych informacji, które do nas docierają, itd. Osoba o funkcjonowaniu lękowym najpewniej uruchomi strategię całkowitej lub bardzo dużej izolacji społecznej, zachowania dystansu. Osoba, dla której zdobywanie i krytyczne przetwarzanie wiedzy jest ważna do dobrego funkcjonowania, będzie starała się odpowiednio zabezpieczyć, postępować odpowiedzialnie w ramach możliwych w tych trudnych warunkach zachowań. Zakupi lub samodzielnie wykona zapas maseczek, które regularnie będzie zmieniała, ustali najbezpieczniejsze godziny i miejsca do poruszania się, i za wszelką cenę będzie też starała się unikać miejsc, w których ryzyko zakażenia będzie największe. Jeszcze inna osoba będzie organizowała sobie różnorodne zajęcia, których zadaniem będzie odsunięcie w czasie lub poradzenie sobie z myślami o możliwym zagrożeniu itd. Osoby, dla których zabawa i spędzanie czasu poza domem w towarzystwie wielu, często zmieniających się osób, mogą ponieść największe koszty.

E-Z: Czego w tym czasie wczesnej pandemii najbardziej się obawialiśmy?

K.M:- Na samym początku był to ogromny niepokój przed tym, co będzie. Przez ostatnie dwa miesiące konsultując zdalnie pacjentów, zauważyłam, że lęki ludzi dotyczył naprawdę przeróżnych aspektów i spraw. Osoba samotna martwiła się, czy będzie miał kto jej pomóc, gdy zachoruje, kto zamknie jej mieszkanie, gdy trafi do szpitala. Osoba mająca dzieci, obawiała się co z nimi będzie, gdy ona zachoruje, bo rodzina pochodzenia jest na drugim końcu Polski. Ktoś starszy bał się izolacji w domu. Ktoś jeszcze inny bał się możliwego konfliktu z osobą, z którą mieszka. Takiego skakania sobie do gardeł z byle powodu. Jego pytania dotyczyły jak unikać agresji, gdzie się „ukryć,” jak wygospodarować dla siebie choćby małą przestrzeń we wspólnym domu czy mieszkaniu. Najwięcej pytań i niepokojów dotyczyło spraw egzystencjonalnych. 

Psychologiczne skutki pandemii koronawirusa

E-Z: Mówi się, że przez spędzony w domu czas pandemii wzrośnie liczba rozwodów i narodzin, czy coś w tym jest?

K.M: - Nie ma jeszcze statystyk w tej kwestii, ale dłuższe przebywanie ze sobą rzeczywiście albo sprzyja zacieśnieniu więzi i bliskości, albo wręcz przeciwnie - poznajemy człowieka i chcemy od niego uciec. Jedno z przysłów mądrego narodu jest takie: „jeśli chcesz poznać drugiego człowieka, to wybierz się z nim w podróż lub zamieszkaj”. I niekoniecznie o dosłowną podróż tutaj chodzi, ale właśnie o przebywanie ze sobą w różnych codziennych sytuacjach, którym towarzyszą różnorodne uczucia i emocje.

E-Z: Skoro lęk może się w przyszłości jeszcze nasilać, to jak sobie z nim radzić?

K.M: - Ludzie mają to do siebie, że wcześniej lub później potrzebują porozmawiać, omówić, obgadać rzeczywistość, być z drugą osobą i wiedzieć, że jest ktoś, kto może nam pomóc w trudnej sytuacji. Dążymy do ustalenia porządku wokół siebie i znalezienia odpowiedzi na podstawowe pytania: kogo mam wokół siebie, do kogo mogę się zwrócić, kto mi pomoże. Nastawiamy się na otrzymanie pomocy, ale też udzielenie jej innej osobie. Kontakt jest kluczowy. Zadbajmy o to, żeby mieć przy sobie osoby, które są dla nas dobre, wobec nas szczere, ale i bądźmy tacy sami dla nich.

Koronawirus i co dalej?

E-Z: Po wygaśnięciu obostrzeń świat wokół nas znów się zmieni. Pojawią się też nowe problemy i wyzwania?

K.M: - Oczywiście. Pojawią się pytania: co dalej będzie? Jak sobie poradzę, jak zabezpieczę siebie i rodzinę, czy będę miał środki do życia, czy mnie nie zwolnią z pracy? Straciliśmy poczucie bezpieczeństwa, więc będziemy chcieli je jak najszybciej odzyskać. Zabezpieczenie siebie i bliskich będzie dla nas kluczowe. Ufam, że będziemy się starali zabezpieczyć na wypadek powtórki takiej sytuacji.

To znaczy, że będziemy na przykład roztropniej dysponowali pieniędzmi? Z pandemii wychodzimy mądrzejsi?

K.M: - Na pewno mądrzejsi, ale też z poniesionymi stratami, ze zweryfikowanymi przyjaźniami i znajomościami. Osoby dojrzałe może dowiedzą się więcej same o sobie. Jak reagują na realne zagrożenia, jak radzą sobie z nagłymi problemami, czy mają zasoby na tzw. „czarną godzinę”, czy są na nie przygotowani, czy wręcz przeciwnie - potrafią żyć tylko wtedy, gdy życie płynie spokojnie i bez większych trudności. Dla niektórych był to pierwszy taki test w życiu.

Z ankiet wynika, że Polacy boją się przede wszystkim kryzysu finansowego i konfliktów z bliskimi. Jak nie dopuścić do zepsucia relacji z osobami, na których nam zależy?

K.M: - Nie da się, nie dopuścić. Wszystko zależy od tego, czy jesteśmy w stanie ustalić ze sobą i między sobą pewne zasady, których dotychczas nie ustaliliśmy. Ważne, by być otwartym na siebie. Myśleć nie tylko o swoich potrzebach, ale też o oczekiwaniach drugiej strony. Podczas kwarantanny i pracy zdalnej ważne jest, żeby dać drugiej osobie potrzebną jej przestrzeń. Nie zaglądać przez ramię, nie pytać co chwilę: co robisz, jak robisz, po co? Nie komentować, nie deprecjonować, nie umniejszać. Okazywać troskę w drobnych gestach: zaproponować zrobienie herbaty, podzielenie się obowiązkami domowymi i zamknąć drzwi, gdy się rozmawia przez telefon. Jeśli w rodzinie są dzieci, które są przyzwyczajone do przebywania poza domem - czy to w przedszkolu, czy to w szkole, czy na zajęciach dodatkowych - trzeba pamiętać też o ich potrzebach psycho-emocjonalnych. Jeśli rodzice zazwyczaj mieli kontakt ze swoim dzieckiem w określonych godzinach i krótkich przedziałach godzinowych np. 17 do 21, to nagle czternaście godzin wspólnego przebywania non-stop, może im wszystkim sprawiać trudności.

Izolację, której doświadczyliśmy nagle, można by porównać do wakacji, na które nie przygotowaliśmy się. Wiedzieliśmy, że nadejdą, czekaliśmy a tu w ostatniej chwili odwołali wyjazd. Stres, szok, jak oni mogli, co my teraz zrobimy z dziećmi i sobą? Może być też i tak: wyjeżdżamy całą rodziną, żeby wreszcie ze sobą pobyć, a po dwóch dniach jesteśmy sobą zmęczeni i nawet nie rozmawiamy. Zapomnieliśmy, jak funkcjonuje się w grupie. Rodzina to nieustanne doświadczanie kompromisów. Właśnie teraz mieliśmy okazję, by sobie o tym przypomnieć.