Lekarz reprezentacji Polski w koszykówce Marcin Błoński wrócił z drużyną z Chin, gdzie Polacy niespodziewanie wskoczyli do najlepszej ósemki Mistrzostw Świata. Nam opowiada o swoich emocjach, atmosferze w drużynie i … szyciu w trakcie krwawego meczu z Rosją.

Ćwierćfinał Mistrzostw Świata

Piękny awans do ćwierćfinału Mistrzostw Świata to dużo czy mało?

Apetyty rosną w miarę jedzenia, nie da się ukryć, jednak biorąc pod uwagę oczekiwania przed mistrzostwami, zrobiliśmy niesamowity wynik. Polska zagrała na MŚ po raz pierwszy od 52. lat, mówiło się, że może najlepsza 16. turnieju, może powalczymy o turniej przedolimpijski, a tymczasem te założenia zostały spełnione już po dwóch meczach. Potem jeszcze wspaniały, krwawy i emocjonujący mecz z Rosją i zwycięstwo, które dało awans do najlepszej ósemki świata.

Założył szwy w trakcie meczu

Jako lekarz kadry miał Pan dużo pracy?

Na szczęście mojej pracy na samym turnieju nie było dużo. Więcej pracowaliśmy przed turniejem, gdy korzystając z placówek enel-sport w całej Polsce mogłem zlecać badania i na bieżąco monitorować sytuację, także gdy koszykarze dostali dwa, trzy dni wolnego. W Chinach był jednak mecz, gdy moja interwencja powinna sprawić, że do gry szybko wróci jeden z liderów drużyny i to były moje trzy najważniejsze minuty na tych Mistrzostwach Świata. Mogę zażartować, że byłem na tym turnieju bardziej polisą ubezpieczeniową, ale w tamtym momencie, gdy polała się krew, musiałem realnie działać.

To był decydujący moment meczu z Rosją, ostatnie minuty …

Świetnie grający Mateusz Ponitka został w walce o piłkę przypadkowo uderzony przez naszego kapitana Adama Waczyńskiego i zakrwawiony upadł na parkiet. Gdy doprowadzono go do mnie zapytałem najpierw czy wszystko pamięta, a gdy odpowiedział, że tak, podjąłem natychmiast decyzję o szyciu. To nie było zwykłe pękniecie wargi, to był rana, która wymagała interwencji chirurgicznej. Założyłem Mateuszowi dwa szwy, zatamowałem krwawienie i błyskawicznie wrócił na parkiet po czym natychmiast zebrał piłkę w obronie, wyprowadził akcję i popisał się niesamowitą asystą - to był przełomowy moment meczu! Piękny moment, chwile które na pewno będę pamiętał do końca życia.

Lekarz kadry, czyli ortopeda, który szyje

Dokładnie, to nie była interwencja ortopedyczna, ale lekarz reprezentacji musi być przygotowany na różne przypadki. Miałem przy sobie sterylny sprzęt i mogłem szybko pomóc drużynie, to najważniejsze. Dbałem też choćby o uniknięcie infekcji i zatruć, zabierając do Chin litry płynu dezynfekującego. Zawodnicy szybko nauczyli się korzystać z tego przed posiłkami i przez cały turniej udało się uniknąć zdrowotnych kłopotów, może także dzięki temu.

Drużyna, z której jesteśmy dumni

Jakie to uczucie być lekarzem takiej drużyny?

Przede wszystkim to duma, że jestem w takim niesamowitym zespole. Ta drużyna słynie z tego jaką ma atmosferę, jak walczy, jak fantastyczny jest trener, który potrafi zbudować tutaj zespół. Cały sztab pracuje niesamowicie, na turnieju do później nocy trwały analizy stylu gry rywali, zawsze byliśmy dobrze przygotowani. To fantastyczny zespół ludzi. Teraz czas na rozgrywki ligowe i będę czujnie obserwował naszych reprezentantów. Zawodnicy koszykarskiej ekstraklasy mają specjalne pakiety enel-med, więc mogę w razie potrzeby pomagać na bieżąco.

Czy po turnieju w Chinach, teraz chwila odpoczynku czy pacjenci już czekają?

Z koszykarzami zobaczymy się dopiero w lutym, ale cały czas będziemy w kontakcie ze sztabem i zawodnikami.Już dzień po przylocie do Polski wracam do gabinetu w enel-sport nadrabiać zaległości! Przyznam się, że nie spodziewałem się, że zostaniemy w Chinach aż tak długo i teraz czeka mnie mnóstwo pracy z moimi pacjentami.