Czy są orgazmy lepsze i gorsze? Czy można je w ogóle według jakiegoś klucza podzielić i sklasyfikować? Czy miejsce pieszczot ma znaczenie, aby przeżyć orgazm? A może liczą się efekty, jakie orgazm wywołuje – raz śmiech, raz płacz albo jeszcze coś innego?

Orgazm, a dokładnie kobiecy orgazm, to kwestia nieco bardziej złożona niż orgazm męski. W zależności od indywidualnych predyspozycji, doświadczeń seksualnych, znajomości potrzeb swojego ciała, ale też kontekstu konkretnej sytuacji seksualnej zależy, czy orgazm przeżyjemy czy też nie.

Czym jest orgazm?

Zacznijmy jednak od tego, czym kobiecy orgazm właściwie jest. Najprościej rzecz ujmując to reakcja fizjologiczna organizmu na przyjemność, na różne seksualne bodźce. Można ją stwierdzić np. wtedy, kiedy występuje przyspieszony oddech, podwyższone tętno i regularne skurcze pochwy. Kto by o tym jednak myślał, kto by to sprawdzał, kiedy właśnie jest na szczycie rozkoszy. Poza tym takie podręcznikowe, fizjologiczne wyznaczniki i tak mogą się w zależności od osoby nieco różnić. Orgazm jest bowiem subiektywnym odczuciem. Dla jednych „wielkim O”, dla innych po prostu „o”.

I tak, jak najbardziej można nie wiedzieć, czy się orgazm przeżyło, czy nie. Zresztą czy to ważne? Ważne, by nam podczas seksu było przyjemnie, by nasze granice były szanowane, a potrzeby zaspokajane. My jednak nie tylko chcielibyśmy niczym w laboratoryjnych warunkach stwierdzić, czy orgazm był. Dla wielu mężczyzn – kiedy mowa o heteroseksualnym seksie – wciąż to, czy partnerka miała orgazm jest wyznacznikiem ich seksualnych zdolności. Cóż, od razu warto zaznaczyć, że orgazm kobiety przeżywają nie tylko wtedy, kiedy mają dobrego kochanka. Naprawdę wiele czynników wpływa na to, czy uda się kobiecie puścić kontrolę i przeżyć orgazm. A presja na orgazm, świadomość, że ktoś go od nas oczekuje, tylko od niego oddala. I choć o orgazm warto się starać, można nad nim pracować – o czym też będzie mowa – to jednak i bez niego w łóżku może być naprawdę dobrze.

Rodzaje orgazmów

Tymczasem nie tylko chcemy wiedzieć, czy orgazm był, ale chcemy też go skrupulatnie wyizolować, podzielić na kategorie, skatalogować. Orgazm pochwowy? Orgazm łechtaczkowy? Takie podziały się spotyka, ale coraz więcej seksuologów i seksuolożek wyraża wobec nich sprzeciw. Mówią: orgazm jest jeden. Ale są różne drogi dojścia do niego. To znaczy, że można stymulować (gryźć, lizać, ssać, dotykać…) różne obszary ciała (często w tym samym czasie) i to nie tylko genitalia, aby ten orgazm nastąpił. Jednak niezależnie od miejsca stymulacji reakcja orgazmiczna wymaga udziału i ciała, i głowy. Mózg pełni bowiem bardzo ważną rolę – steruje neuroprzekaźnikami, które uruchamiają np. skurcze pochwy i/lub odbytu. Poza tym można przeżyć orgazm w ogóle bez stymulowania ciała, choć ono się oczywiście aktywuje dzięki naszej głowie. Orgazm jest więc czymś złożonym, jak już było wspomniane, i jest to przyjemność, która obejmuje cały organizm.

Orgazmy jednak różnią się od siebie. Różnią się u poszczególnych osób, jak i w zależności od konkretnego stosunku. Może to właśnie w tych kobiecych orgazmach jest tak fascynujące. Mogą wyzwalać krzyk, śmiech, płacz, smutek, radość, ulgę. Mogą być bardzo ekspresyjne lub mało – w przeciwieństwie do tego, do czego przyzwyczaiło nas choćby mainstreamowe kino. Co najważniejsze – każda reakcja orgazmiczna, jak i droga prowadząca do orgazmu jest w porządku.

Łechtaczka doktorze Freud!

Wróćmy jednak do podziałów orgazmów i tego, że jedne uznawane były za lepsze, a inne za gorsze. Stał za tym w dużej mierze Zygmunt Freud. Słynny psychoanalityk twierdził bowiem, że orgazmy wywołane stymulacją łechtaczki są niedojrzałe. Dojrzałe miały być według niego te, które określał pochwowymi i w których konieczny był udział penetrującego penisa. A więc orgazm niedojrzały to według Freuda ten bez udziału mężczyzny.

Jednak Freud nie tylko mylił się co do konieczności uprawiania seksu z mężczyzną, by czerpać prawdziwą satysfakcję seksualną. Deprecjonował też przy okazji bardzo ważny punkt na mapie kobiecego ciała, czyli łechtaczkę. Ten spory narząd – choć na pierwszy rzut oka na taki nie wygląda – składa się z części zewnętrznej i wewnętrznej. W sumie mierzy jakieś 14 cm. Stymulacja zewnętrznej części – bardzo unerwionej, wyposażonej w około 8 tysięcy zakończeń nerwowych zgromadzonych na małej powierzchni (penis ma ich około 4 tysiące na większej powierzchni) – powoduje napływ krwi do całego narządu, który sięga też pochwy. W każdym razie dzięki pieszczotom łechtaczki można szybko przeżyć masę rozkoszy. Wielu kobietom właśnie stymulacja łechtaczki pozwala doświadczyć orgazmu. Podczas seksu partnerskiego można więc pobudzać wyłącznie łechtaczkę, można też tak się wspólnie ułożyć, by łechtaczka również była aktywowana.

Jak przeżyć orgazm?

Prawda jest też taka, że wielu kobietom łatwiej przeżyć orgazm nie tylko w wyniku stymulacji łechtaczki, ale generalnie kiedy uprawiają seks solo. Potwierdzają to badania Instytutu Kinseya. Dlaczego tak jest? Można przypuszczać, że w pojedynkę łatwiej nam się wyluzować, presja na przeżycie orgazmu nie jest tak duża, a przede wszystkim – jeśli znamy swoje ciało, to najlepiej wiemy, co sprawia nam przyjemność, co i jak dotykać, by doświadczyć rozkoszy. Dlatego też tym kobietom, które mają problem z brakiem orgazmów, seksuolożki czy seksuolodzy zalecają poszukanie najpierw drogi na szczyt na własną rękę, odkrycie najbardziej skutecznych technik. Kolejny krok to odpowiednia komunikacja z partnerem lub partnerką – mówienie o swoich preferencjach, o tym, co się lubi i co nas w orgazmiczny stan wprowadza, a także odpuszczenie, pozwolenie sobie, by przy drugiej osobie odlecieć, spontanicznie reagować na rozkosz. Więc to też często kwestia bliskości, bezpieczeństwa, zaufania, choć na pewno będą i takie osoby, którym łatwiej będzie odpuścić kontrolę z przygodnym kochankiem czy kochanką. W każdym razie gra o orgazm jest warta zaangażowania, wymaga jednak trochę cierpliwości, treningu i uważności, jak również włączenia w ten proces i głowy, i ciała oraz szczerej komunikacji z osobami, z którymi idziemy do łóżka.