Działają na zmysły, pobudzają, sprawiają, że krew szybciej krąży w żyłach a my mamy ochotę na seksualne doznania. Czy afrodyzjaki rzeczywiście mają niemal magiczną moc czy ich działanie opiera się na tym, że w nie wierzymy?

Może to być smak, zapach, ale i dotyk. Afrodyzjaki działają na zmysły, wprowadzają nas w dobry nastrój, rozluźniają, uwrażliwiają i sprawiają, że mamy większą ochotę na seks. Podkręcają intymną atmosferę, podniecają z różnych powodów. Niektórzy uważają je za placebo, ale może sekret afrodyzjaków tkwi w tym, by odpowiednio je wykorzystać do swoich erotycznych celów?

Czym są afrodyzjaki

Afrodyzjaki znane są niemal od zarania dziejów, kiedy to doszukiwano się w nich magicznego działania wpływającego na pożądanie, poprawę wydajności seksualnej, płodności, ale i przyjemności. Uchodzą za nie pokarmy lub specyfiki, zwłaszcza te naturalnego pochodzenia. Swoją nazwę zawdzięczają greckiej bogini miłości Afrodycie. Ich działanie może opierać się na rozszerzaniu naczyń krwionośnych, a co za tym idzie zwiększonym przepływie krwi, co nas pobudza, jak i uwrażliwia na przykład skórę na dotyk. Afrodyzjaki mogą też działać bezpośrednio lub pośrednio na przewodnictwo dopaminy w ludzkim organizmie czy regulować poziom hormonów płciowych. Rzecz jednak w tym, że badania naukowe potwierdziły rzeczywistą skuteczność niewielu substancji uchodzących za afrodyzjaki. Niektóre z nich działają długofalowo, nieznacznie podnoszą libido czy seksualną sprawność, jednak nie mają natychmiastowego cudownego działania jak to się przyjęło w popkulturze. Tym bardziej że na nasze libido wpływ ma wiele rozmaitych czynników i jeśli jest ono niskie z natury lub jesteśmy w gorszym momencie życia, to raczej żaden złoty środek nie obudzi w nas tu i teraz seksualnego demona.

Naturalne afrodyzjaki

To substancje pochodzenia roślinnego lub odzwierzęcego. Za bardzo erotyczny zapach, drogi i luksusowy składnik perfum, uchodzi na przykład piżmo, czyli wydzielina z gruczołów okołoodbytniczych piżmowca syberyjskiego. Legendarna jest też tzw. „hiszpańska mucha” – wyciąg z chrząszcza pryszczela lekarskiego, który jednak może być niebezpieczny dla zdrowia, toksyczny. Jeśli zaś chodzi o rośliny, to za afrodyzjaki często uznaje się zioła wykorzystywane szeroko w medycynie. Ale i miłorząb, żeń-szeń czy korzeń maca – w Ameryce Południowej wierzy się, że zwiększa płodność. Warto też wspomnieć o johimbinie – substancji pozyskiwanej z kory drzewa zwanego johimbą lekarską występującego w Afryce. Krople z johimbiminą mogą powodować zwiększony dopływ krwi do narządów płciowych i pomagać mężczyznom z zaburzeniami erekcji

Generalnie jednak substancje zawarte w produktach roślinnych i zwierzęcych oraz przyprawach, które spożywamy, pomagają naszemu organizmowi prawidłowo funkcjonować, a więc wpływają tym samym na nasze dobre samopoczucie, jak i sprawność seksualną. Sekret udanego życia seksualnego tkwi więc przede wszystkim w odpowiednio zbilansowanej diecie, która obfituje w pokarmy uchodzące często za afrodyzjaki, a będące w rzeczywistości bogatym źródłem cennych dla nas mikro- i makroelementów. Ważne jest więc jedzenie dużej ilości warzyw, jak i owoców morza, czyli postawienie na dietę śródziemnomorską. Inna sprawa, że niektóre owoce czy warzywa mają kształty przypominające ludzkie genitalia i mogą w nas obudzić erotyczne skojarzenia. A takie choćby ostrygi, morskie dary od Afrodyty, można bardzo seksownie zjadać, więc mowa o ich afrodyzjakalnej mocy nie jest aż tak przesadzona.

Afrodyzjaki w kuchni

Chyba każdy pamięta słynną scenę z filmu „9 i pół tygodnia”, kiedy to bohater grany przez Mickey’a Rourke’a karmi postać, w którą wcieliła się Kim Basinger. Ona ma zawiązane oczy, siedzi w negliżu na podłodze w kuchni nieopodal wypełnionej po brzegi lodówki. On karmi ją najróżniejszymi pokarmami, jak i poi. To zmysłowa scena, która zapada w pamięć i pokazuje erotyczny potencjał jedzenia i picia. Okazuje się, że w odpowiednim kontekście każdy produkt może stać się afrodyzjakiem. Ta filmowa inspiracja na pewno nie jedną osobę popchnęła do seksualno-kulinarnych eksperymentów i przeniesienia się z sypialni do kuchni. Zawiązane oczy to też dobry trop – wyłączenie jednego ze zmysłów wyostrza pozostałe i potęguje doznania. Liczy się również nie tylko to, jak dana potrawa wygląda czy smakuje, lecz także jej zapach, konsystencja, temperatura. Jedzeniem można się wspaniale bawić i potraktować to jako rozgrzewkę przed seksem lub włączyć pożywienie do seksualnej gry. Można do tego użyć tych rzeczy, które najbardziej lubimy, które wprawiają nas w dobry nastrój, sprawiają przyjemność, dają rozkosz podniebieniu – idealne będą się łączyły z erotyczną rozkoszą. Warto też pójść śladem produktów uznawanych w naszej kulturze za afrodyzjaki. I tak z owoców nadadzą się do tego soczyste brzoskwinie czy figi, które można kusząco zjadać i pozwolić potem partnerowi lub partnerce na zlizanie soku z naszych ust czy innych części ciała. Wszystko, co ma genitalne kształty (uwaga na niektóre produkty – na przykład falliczne szparagi wprawdzie wybornie smakują, ale mogą też dość szybko po zjedzeniu wpłynąć na specyficzny smak i zapach wydzielin naszego ciała), pięknie pachnie, ma intrygującą fakturę może posłużyć do zabawy.

Kolacja z afrodyzjakami

Oczywiście można też do popularnych afrodyzjaków podejść bardziej klasycznie i umówić się na kolację, która może być pobudzającą grą wstępną przed dalszą częścią wieczoru. Nie zaszkodzi tu kieliszek czerwonego wina, który pozwoli się rozluźnić, doda trochę animuszu. Jednak lepiej nie przesadzać z ilością alkoholu, bo może to się skończyć obniżoną sprawnością seksualną. Zamiast alkoholu można wypić filiżankę aromatycznej kawy, która też potrafi podkręcić pożądanie w odpowiednich warunkach. Naturalnie, kiedy siedzimy w domu na kanapie z książką i kawą lub winem, możemy poczuć podniecenie. Generalnie jednak pobudzające działanie napojów i pożywienia uchodzących za afrodyzjaki skorelowane jest z kontekstem, czasem, miejscem, ludźmi, z którymi przebywamy. Zależy też od naszych indywidualnych uwarunkowań, od naszego libido. Na niektórych kieliszek wina podziała tylko trochę, na innych wcale, na jeszcze innych bardzo. Trzeba mieć to na uwadze. Wróćmy jednak do naszej romantycznej kolacji. Co zjeść? Może danie przyprawione obłędnym szafranem – królewską przyprawą? Wydzielające feromony trufle? A może wybrać miks owoców morza? Albo szampana i truskawki czy inne ponętne owoce? Można zanurzyć je w gęstej czekoladzie (psst w innych okolicznościach warto spróbować jadalnej czekolady do pisania po ciele). Albo deser doprawiony wanilią lub cynamonem? Najlepiej kierować się własnym gustem i doświadczeniem, co na nas działa. Oczywiście warto próbować, zwłaszcza tych rzeczy, które uznaje się za afrodyzjaki, inaczej nie przekonamy się, co lubimy, czego nie, co w naszym przypadku się sprawdza. Podczas takiej kolacji idealnie byłoby wyostrzyć wszystkie zmysły, skoncentrować się na czerpaniu jak największej przyjemności z każdego łyka i kęsa, z każdej chwili – kiedy potrafimy rozkoszować się jedzeniem, prawdopodobnie będzie tak i z seksem.

Najlepsze afrodyzjaki

To te, które działają właśnie na nas. Choć w sieci znajdziemy długie listy składników wspomagających pożądanie, to pamiętajmy, że każdy z nas zareaguje na co innego. Co nie znaczy, by zaprzestać eksperymentów. W końcu zmiany i nowości też działają podniecająco. Pamiętajmy przy tym, że afrodyzjaki to raczej dodatek, urozmaicenie życia seksualnego, jego zmysłowy element. Choć może nie mają tak wielkich mocy, jakie się im często przypisuje, to jednak potrafią dodać pikanterii, dostarczyć przyjemności – choćby tylko podniebieniu czy nozdrzom. Jedzenie, jak i wąchanie, to bardzo zmysłowa i rozkoszna czynność. Na koniec warto jednak dodać, że niezwykłe afrodyzjaki produkujemy my sami! Wyjątkowy zapach naszych ciał, zwłaszcza narządów intymnych potrafi zdziałać cuda. Choć nasze genitalia będą miały swoje charakterystyczne smaki i zapachy, bazujące między innymi na genach, diecie, używkach, to można w nich się doszukać aromatu piżma, czegoś ciepłego i upojnego. Warto to sprawdzić.